Polskiej szkole grozi jesienny paraliż. Coraz bardziej prawdopodobny jest strajk nauczycieli. O wszystkim zadecydują rozpoczynające się dziś rozmowy Związku Nauczycielstwa Polskiego z rządem.
To już nie są żarty. Rządowi pozostało zaledwie kilka dni, by dojść do porozumienia ze Związkiem Nauczycielstwa Polskiego i oświatową „Solidarnością”. – Jeśli zarząd ZNP nie będzie zadowolony z wyniku rozmów, podejmiemy dalsze kroki protestacyjne – mówi Magdalena Kaszulanis, rzeczniczka ZNP. Już 1 września ma odbyć się manifestacja nauczycieli pod siedzibą MEN, będąca dzwonkiem ostrzegawczym. W przypadku braku porozumienia, bardzo możliwy jest masowy, wielodniowy strajk nauczycieli. Udało nam się ustalić, że może się rozpocząć już pod koniec września lub na początku października, a weźmie w nim udział ponad połowa polskich nauczycieli.
Teraz wszystko w rękach kierownictwa MEN oraz zarządu ZNP. Dziś rozpoczyna się kolejna tura rozmów. Z przedstawicielami resortu edukacji dyskutują też związkowcy z oświatowej „Solidarności”. Negocjacje są na tyle trudne, że włączył się do nich Michał Boni z kancelarii premiera. O osiągnięcie porozumienia będzie jednak ciężko, gdyż obydwie strony podkreślają, że w kluczowych kwestiach nie zamierzają iść na kompromis.
Zarobią więcej, ale... mniej Tych kluczowych kwestii jest kilka i wszystkie wiążą się z rządowymi planami. Nauczyciele protestują przeciwko nowelizacji Karty Nauczyciela. Proponowane zmiany umożliwią bowiem zwiększenie pensum z 18 do 22 godzin tygodniowo. Dodatkowo, nauczyciele będą mieli ustawowy obowiązek uczestniczyć w przeprowadzaniu egzaminów, m.in. maturalnego i gimnazjalnego. – Co w zamian oferuje MEN? Podwyżkę dwa razy po 5 proc., która ma otrzeć łzy nauczycielom. Tyle że podwyżka będzie pomniejszona o skutki wzrostu czasu pracy – twierdzi prezes ZNP Sławomir Broniarz na stronie internetowej związku. I skrupulatnie wylicza, że czas pracy wzrośnie o 22 proc., a zarobki – tylko o 10 proc. Tymczasem dzisiejsza „Rzeczpospolita” informuje, że MEN powoli wycofuje się ze swojego pomysłu i proponuje stopniowe zwiększanie pensum, np. o jedną godzinę rocznie.
Według ZNP, opisane wyżej plany przyczynią się do masowego zwalniania nauczycieli. Pracę może stracić nawet co piąty pedagog, czyli w sumie ok. 100 tys. osób. - Nie dojdzie do takiej sytuacji – zapewniała już kilkanaście dni temu wiceminister edukacji Krystyna Szumilas, cytowana na stronie internetowej MEN. Jej zdaniem, pomoże w tym obniżenie wieku szkolnego, zwiększenie opieki świetlicowej oraz przygotowanie przedszkolne dla pięciolatków. – Dzięki temu będą dodatkowe godziny pracy dla nauczycieli i dodatkowe etaty.
Kolejną drażliwą kwestią w ustawie o nowelizacji Karty Nauczyciela są wynagrodzenia. Rząd planuje zwiększyć zarobki stażystów do 100 proc. kwoty bazowej, ale stracą na tym pozostali nauczyciele – kontraktowi, mianowani i dyplomowani. Ten pomysł ostro krytykuje nie tylko środowisko pedagogiczne, ale również opozycja. – Rząd zabiera dyplomowanym i daje stażystom, by powstał psychologiczny efekt, że ktoś dostaje podwyżkę – stwierdził poseł Zbigniew Giżyński (PiS) w programie „Kwadrans po ósmej” w TVP.
Przypomnijmy, że minister edukacji Katarzyna Hall obiecała nauczycielom podwyżki w 2009 r. dwukrotnie po 5 proc., czyli w sumie o 10,25 proc. Według ZNP to za mało. – Wciąż aktualny jest postulat, w którym domagamy się 50-proc. podwyżek do 2010 r. – twierdzi Magdalena Kaszulanis z ZNP. Zwróciliśmy się do MEN z pytaniem, czy spełnienie tak wygórowanych warunków jest w ogóle finansowo możliwe. Odmówiono nam jednak komentarza w tej sprawie.
czytaj więcej na : www.wiadomosci24.pl
admin, 01-09-2008, odsłon: 3009 |